09/06/2026
Uwaga post o wierze
Nie związany z działalnością.
Taka rozmowa mniedzy mna a bliska osoba
- Napisz o tym wszystkim Asiu ..
- Nie, to jest chyba...pycha i troche zbyt osobiste...modlimy sie w cichosci w kątku, jak nikt nie widzi...Tylko Bog
-Napisz, lubię jak piszesz
- Ale beda gadać po kątach, ze Nawiedzona...
-Niech gadają...Ale ważne jest Twoje swiadectwo, sama mówisz ze takie treści Cie inspirują do bliższej relacji z Bogiem, ze gdybys miala ciężej to chciałabyś przeczytać takiego powera
-no nie wiem...przeczytają, posmieja sie i obgadają
- to napisz choc dla jednej osoby, której te treści pomoga
-dla jednej ?
- no tak nawet jakby 99 osob Cie wyśmiało
- ok
A wiec ...napisze.
Czasem tak Cie cos złamie, to masz swoje miejsce ktore Cie prostuje? , ze z kolan wstajesz silniejsza?
Moje miejsce od lat to jest Wzgorze Matki Bozej Piekarskiej. Zawsze wracam połamana 8 h trudnego truchtu. W końcu 8 godzin piechotą.40 km
Ale w sercu promyk, ktory pomaga mi widzieć nadzieję
Nie mogłam sobie miejsca znaleźć.
Czaiłam sie aby mame moja minąć sprytnie, aby nie dowiedziała sie gdzie ide.
Ona jedna wie ile w jej strachu o kazda moja pieszą, samotna pielgrzymkę w jej sercu.
Moich dziewczynek jak dorosną raczej nie puszcze ;-)
Dominik nie miał pojęcia co mnie czeka, odkąd jesteśmy w małżeństwie to byla moja pierwsza wyprawa.
Ubrałam sie, poprosiłam Meza o opiekę nad dziećmi, założyłam plecak I poszłam do Mamy, Matki Bozej w Piekarach...
Tam zawsze odnajdywałam spokoj, wiele spraw ktore powierzałam Matce maja sie dobrze. Min. ostatnia podopieczna z pieczy zastepczej tam bylo duzo wymodlone dla Niej.
Czekało mnie ok 8 godzin truchtu, drogami, lasami, uliczkami, zakamarkami, wzdloz torow,(!), wzdloz ruchliwej ulicy bez chodnika tylko z barierka.....a także drogi bez przejścia a GPS pokazywał ze przejście jest...wiec przedzieranie sie przez chaszcze a także zderzenie sie ze sciana dosłownie przejście przez ścianę ziemi( wiadukt) GPS pokazal ze przejście jest, no ni hu hu.
Przejścia nie bylo, trza bylo szukać.
Gdzieś za Makolowcem weszłam do lasu, widzialam z odległości...wilka.
Nie, to byl tylko pies ktory sobie latał wolno ze swoja właścicielka. Jakieś moje lęki ?
Nie lubiłam jak GPS wprowadzał mnie do lasu.
"CHOCBYTM SZEDL CIEMNA DOLINA ZLA SIE NIE ULEKNE" ciągle to powtarzałam co jakis czas obracajac sie za siebie.
Byla to dzięki Bogu niedziela...Wiele osób na rowerach czy spacerujących z czworonogami.
Ale byly lasy gluche, puste ... I tam słyszałam moj oddech.
Jak byłam panna to co roku dreptałam
Teraz mam 3 dzieci i Meza... i jakis taki strach o swoje życie
Pewnego razu GPS prowadził mnie wzdłuż torów z grubymi kamieniami, do teraz czuje ich ostrość pod stopami.
Lubię sobie dać wycisk fizyczny, takie dożyłowanie sie.
Spa i wyjazd z koleżankami to nie dla mnie.
Lubię samotnosc i pobycie ze swoimi myślami najlepiej przy ciężkiej pracy .
Pierwsze takie wyjście bez dzieci, bez meza ...
od 4 lat.
Zapomniałam różańca! Przeczekałam caly placek i nic z tego...
To na palcach...myliło mi sie...
Urwalam galazki podzieliłam na 10 czesci kazda z tych części bylo 1 Zdrowas Maryjo ...
Zajrzałam do znajomych na trasie...Nie bylo ich chcialam pożyczyć różaniec
Zaczepiłam pare w średnim wieku, moze nawet sprzedaja ? Niestety popatrzyli na mnie dziwnie...poszłam dalej...
Widzac starsza Panią w ogródku
-Dzień dobry, czy miałaby Pani nawet sprzedać rozaniec? Zapytalam
- różaniec? Mam tylko swoj
- dobrze, rozumiem, zmierzam.do Piekar Śląskich a nie mam różańca liczę modlitwy na patyczkach...
Starsza Pani popatrzyła z za zaciekawieniem...
- Niech Pani poczeka
Wrocila z różańcem w dłoni i mi go wręcza
- ile płacę?
- prosze zostawic, nie sie Pani pomodli za nas ...
I tak juz dreptałam z rozancem...
Nogi coraz bardziej piekły
Przeciez jestem laik, nie mialam żadnej rozgrzewki, nie cwicze na siłowni, 4 miesiace temu przeżyłam ciężka cesarke...
Ach jak silna moja intencja, ze nie zważam na swój ból, cierpienie, zmęczenie czy strach...
Podczas tej piechoty byłam świadkiem wielu smutnych sytulacji
Z jednym okien wściekły krzyk na płaczące dzieci, z placu zabaw hejt na ok 14 letnia dziewczynkę przy kosci, gdzies obok " zakochana " pare nastolatków , gdzie on bardzo źle traktowałam swoja piękna dziewczyne, gdzieś po lasami ślady bezdomnych ( worki, ubrania, stelaże z wózków dziecięcych), w lesie para ktora byla od wpływem...
Z daleka moja pycha pomyslala
" jak mozna tak dziecko utyć"
gdy byłam bliżej zobaczylam, ze dziewczynka chorowała na trisomie 21
I tak sobie teraz myślę, ze mialam z wszystkim do czynienia.
Z dziecmi - piecza zastepcza i z bezdomnymi 5 lat w wspolnocie Betlejem...I z trisomia 21...Gdzie 2 moich dzieci miały podejrzeniem tej choroby...
Takie moje rekolekcje w 8 h
Gdzie wszystkie moje bardzo trudne sprawy odeszły w kąt.
Gdy dotarłam juz kulejaca do Bytomia. Usiadłam na chwile. Odpoczęłam.
Dzwoni wzruszona Mama
- Dziecko...Jak tam żyjesz mi tam ? O matko matko, kas tam poszła...
- Mamo Ty wiesz jest silna intencja ...idę
- Ale zeby Cie ktoś nie napodł
- uważam Mamo
- no jo tu sie modla Dziecko...
- wez sobie taksówkę, dojedz sobie , dziecko...tak mi Cie szkoda
- Nic mi Mamo nie jest
- o 20 00 jest w Bazylice msza recytowana z zasłonięciem obrazu...
- weź taksówkę odpoczniesz
- ale Mamo nie byłam w spowiedzi, nie zdarze juz...
Oczywiście, jestem zażarta śląska baba i taksówki nie wzięłam.
Śpiełam sie i szlam szybkim krokiem aby zdążyć na spowiedz przed msza.
Niestety nie zdążyłam, weszłam do bazyliki zmachana punkt 20 00.
Piękna msza...
Do komunii świętej nie przystąpiłam myślę sobie, ze jest 2 Księży i szafarz to jak poprosze po mszy świętej...to zapewne udziela mi sakramentu pokuty i moze jeszcze ładne oczy zrobie i uda mi sie przyjąć komunie swieta ! Byłoby pieknie, zamowie msze swieta za moja rodzinę, juz trzymałam pieniądze w dłoni.
Po wzruszającym zamknięciu obrazu...
Podeszłam skromnie do zachrysti...
- Szczesc Boze, jestem po wyczerpującej pielgrzymce, bardzo sie spieszyłam, ale nie zdarzyłam na spowiedz swieta, czy Ksiadz byłby tak dobry i udziel mi sakramentu pokuty ?"
- NIE !
odeszłam pokornie.
Nie z żalem.
Z pokorą.
Usiadłam w ławce...
Ksiadz wyszedl, usiadl, miłośnie patrząc na zakryty obraz...
Ale widzial mnie i nie mógł sie skupić 😉
I w końcu mi machnal reka od niechcenia
- Chodz !!
Chciałam uklęknąć, z godnością odmówić wstep do sakramentu pokuty...
Nie pozwolił mi.
Warknął
" Grzechy !"
I tyle.
Taka historia.
Wracając taksówką nasłuchałam sie od taksówkarza, ze on wozi Księży....ze on dobrego słowa nie powie.
Ze on wierzy w Boga ale nie w Kościół.
Nie odzywałam sie specjalnie ale w tym temacie zabrałam głos.
Kościół to Matka.
W kościele sa różni księża tak jak matka ma rozne dzieci...
W kościele Jest Jezus, eucharystia, ofiara z Jego życia abym JA mogła żyć W nim ( czyt.Jezus)
Ksiadz jest narzedziem w rękach Boga.
Jestem w kościele dla Boga, nie dla Księdza.
Dlatego modlimy sie za Księży aby byli dobrymi Pasterzami.
I właśnie ta sytuacja w Bazylice
" przygotowala" mnie na rozmowę z taksówkarzem.
Mialam pokorę, ze nie każdy ksiadz to Aniol.
Natomiast znam wiele Aniołów ktorzy sa cudownymi Pasterzami.
Wróciłam bardzo zmęczona i obolała ...
Ale juz ze spokojem w sercu.
Najlepsza terapia.
Polecam !
P.s jak masz ciężko, to wiedz ze Ona ( Matka Boza Piekarska) tam na Ciebie czeka, zawsze !