10/10/2025
Pięknie podsumowany Dioz, Gieniutkowo i Chata Zwierzaka ⬇️⬇️⬇️
Hej, podobno DIOZ zakończył swoją działalność, ale później ją wznowił i teraz twierdzi, że to wszystko wina potwornego hejtu, który rozsiewają jacyś ludzie w Internecie. Podobnie w azylu dla świnek "Gieniutkowo". Hejterzy strasznie ich atakują. No i jeszcze w słynnej Fundacji "Chata Zwierzaka" hejterzy wypominają jakieś nagrania, na których członek zarządu fundacji bije psy.
I wiecie co? I bardzo, kurczaczek, dobrze.
---
1. W ciągu ostatnich 48 godzin kilkadziesiąt osób, różnymi drogami, zapytało mnie co sądzę na temat kończenia działalności przez aktywistów z DIOZ. Co to za wyrok dostali, o co chodzi i czy to faktycznie jest ich koniec. Także można powiedzieć, że od dwóch dni turlam się ze śmiechu.
Ten sam patent powtarzany od lat nadal porywa tłumy. Ja nie wiem, czy fani DIOZ-u mają pamięć złotej rybki, czy o co z nimi chodzi, ale przecież tam co chwilę dochodzi do "kończenia działalności", po czym następuje zwrot w drugą stronę. Że jednak nie. Zwykle potrzeba do tego dużo pieniędzy, innym razem jakichś podpisów.
Tym razem powodem "kończenia" miał być wyrok, którym aktywiści zostali skazani. Paradoks z kolei polega na tym, że oni prawdę mówią tylko wtedy, gdy się pomylą. Zatem nawet kiedy twierdzą coś dla siebie negatywnego, to w sumie nie można im wierzyć. Jak na razie jedyny dokument, który pokazali, mówi o... grzywnie 300 zł.
Zatem faktycznie. Jest powód do "kończenia działalności" generującej ponad 20 milionów złotych rocznie. Na szczęście już zdążyli się rozmyślić, zmartwychwstać a nawet wskazać winnych swojego skazania. W przygotowanej na potrzeby swoich fanów narracji wyszło im, że winnymi wszystkiego są użytkownicy Internetu o ksywach "Koci Tata" oraz "Klepsydra". Polecam twórczość obu.
2. Na "hejt" skarży się również wegański azyl dla świnek o nazwie "Gieniutkowo". Gdyby wierzyć twórczyni tego miejsca, to grupa jakichś strasznie podłych ludzi pragnie śmierci zwierząt. Możliwe, że są to przedstawiciele tajnego lobby wieprzowego w kooperacji z myśliwymi i sprzedawczynią okolicznego warzywniaka.
Jeśli ktoś nie wie: "azyl" jest prowadzony przez Monikę i Marcina. Mogliście ich widzieć na relacjach, gdzie przebierali się za choinkę, czy tam banana (nie pamiętam dokładnie) i radośnie pląsali w błocie. Ja zapamiętałem multum materiałów na temat tatuaży, dreadów, paznokci i ciężkiego dzieciństwa Moniki. Ponoć nie była nad morzem, ale jej krewni twierdzą, że była. Nie wnikam i nie wiem czemu mi się to wyświetla.
Bywały też trudniejsze chwile w życiu "azylu". Swego czasu do sieci trafiło sporo zdjęć martwych zwierząt. Jakieś zwłoki przykryte błotem, inne truchło rzucone koło pojemników na śmieci. Była afera o krowę, która pobyt wśród tych wybitnych wegan niemal przypłaciła życiem. Internauci wypominają zwierzęta, które spod opieki Moniki i Marcina "zniknęły" i podważają uczciwość prowadzenia zrzutek na własne długi komornicze.
Ktoś powie "ale patologia", ale wcale tak nie jest. To nowoczesna ochrona zwierząt w jej marketingowym ujęciu. Dzisiaj pokazujesz świetnie zadbane paznokcie, żeby ktoś zaczął się czepiać, że nie powinnaś takich mieć pracując fizycznie przy 160 świniach. Wtedy Ty robisz zdjęcie tego komentarza i zaczynasz żalić się na "hejt". Powtarzać do skutku, aż komornik się spłaci...
3. I jeszcze Fundacja Chata Zwierzaka. Na szefową tego również straszliwy hejt spada. Ale ona się nie poddaje i obraża hejterów. Oberwało się nawet Pani Aktorce, która chciała pomóc w zbieraniu pieniędzy, ale ostatecznie wyszło, że aktorka może spie... oddalić się w wiadomym kierunku, bo nikt tam nie potrzebuje celebrytów.
Jeśli ktoś nie pamięta: Pani Iwona z "Chaty Zwierzaka" prowadzi dom spokojnej starości dla psów. A przynajmniej takie było pierwotne założenie. Że stare psy będą tam trafiały, aby pod troskliwą opieką doczekać końca swych dni. Ale Pani Iwona miała również inne potrzeby, więc sprowadziła do "Chaty" swojego partnera. Zatrudniła go i dała mu stanowisko w zarządzie fundacji.
Tylko wtedy jacyś podli hejterzy ujawnili nagrania z tego co dzieje się wewnątrz "domu spokojnej starości". A działo się przeciwieństwo spokoju. Zwierzęta były bite, kopane i dochodziło do scen, których chyba nawet łańcuchowy burek nie doświadcza w swojej szarej rzeczywistości. Ogółem okazało się, że to jest miejsce kaźni, a nie spokoju.
Jakby tego było mało, to z "Chaty" wyciekły wyciągi bankowe fundacji, według których Pani Iwona to pieniądze przeznaczała na praktycznie wszystko, ale bardziej dla siebie, niż dla zwierząt. Od ciuchów i kosmetyków, przez kawiarnie i pizzerie, aż po wódkę i aplikację do szukania samców. Co jest bez sensu, bo przecież samca sama umieściła pod swoim dachem.
---
Gwoli podsumowania.
Zbieranie relacji świadków, przedstawianie dokumentów i opowiadanie o swoich doświadczeniach podczas wolontariatu w DIOZ-ie, to nie hejt. To wołanie o pomoc dla źle traktowanych tam zwierząt lub próba ostrzeżenia innych przed bezrefleksyjnym wspieraniem oszustów.
Wzmożenie ludzi na głupie docinki o hejterach, którzy komentują czyjeś paznokcie, przy jednoczesnym usuwaniu wszystkich merytorycznych pytań, na przykład o ilość przebywających w wegańskim azylu świń, albo dlaczego na ziemi leżą jakieś wędliny, to też nie jest hejt. To naturalna reakcja.
No i przede wszystkim. Jeżeli darczyńcy kupili Ci dom na potrzeby spokojnej starości psów, finansują Twoje wszystkie potrzeby, a ostatecznie okazuje się, że zwierzęta pod Twoją opieką były katowane, to ludzie mają prawo być oburzeni. Bo spie*doliłaś swoją robotę. Na Amen.
---
Gdyby ktoś zaczął obserwację tego patologicznego środowiska w tym tygodniu, to mógłby uznać, że największym problemem polskiej ochrony zwierząt jest "hejt".
Nie durne przepisy, nie bezdomność zwierząt, nawet nie samo ich traktowanie. Problemem jest to, że ktoś napisał coś przykrego jakiemuś szemranemu aktywiszczu. Tutaj można wesprzeć mój skromny projekt, aby tych "przykrości" było więcej:
suppi.pl/czarnalistapro
Proszę wspierać, bo inaczej zakończę działalność i będziecie musieli pisać petycje do, nie wiem, Ministra Kultury, albo Wójta Żabiej Woli. I będę tak robił co kwartał, jak DIOZ. Aż się Minister i Wójt wkurzą.